Przejdź do głównych treściPrzejdź do wyszukiwarkiPrzejdź do głównego menu
sobota, 22 czerwca 2024 07:23
PRZECZYTAJ!
Reklama

Ludzie upomnieli się o Klasztor Boromeuszek

Pod petycją o ratowanie klasztoru Sióstr Boromeuszek zebrano ponad 2000 podpisów, głównie lędzińskich parafian, ale także mieszkańców sąsiednich gmin, którzy sami włączyli się w akcję. Niestety, zanim inicjatywa rozkręciła się na dobre, było już za późno, bo klasztor został sprzedany. Ale nie wszystko stracone. Dzięki obywatelskiej akcji jest duża szansa, że budynek zostanie wpisany do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków.
Ludzie upomnieli się o Klasztor Boromeuszek

Liczący 120 lat klasztor Boromeuszek to ważny rozdział w dziejach Lędzin. Jego historia się nie kończy, choć wielu mieszkańców tak odebrało decyzję o sprzedaży budynku.

Smutna jest tutaj chronologia.

Wszystko dzieje się w 120. rocznicę wprowadzenia się do Lędzin pierwszych sióstr Boromeuszek. I chociaż urzędujący wtedy w Parafii Świętej Anny proboszcz Wrazidło przekazywał swoje nieruchomości pod budowę klasztoru, nie miało to znaczenia w kontekście prawnym. Dzisiaj odbywa się to inaczej. Skarb Państwa przekazując gminom bezpłatnie budynki jasno, w akcie notarialnym wskazuje przeznaczenie nieruchomości. Gmina nie może zmienić celu użytkowania lub sprzedać nieruchomość bez zgody państwa. Sytuacja prawna klasztoru Bromeuszek jest inna. Budynek jest prywatny i jego właścicielki miały prawo go sprzedać. Nie zmienia to faktu, że dla mieszkańców Lędzin i osób, które podpisały się pod petycją, ten jeden z najpiękniejszych budynków nie tylko w mieście, ale całym powiecie, powinien zostać w sferze publicznej.

Niestety, ta akcja nie spotkała się z wielkim entuzjazmem ze strony władz miasta i części radnych.

Wyszli z założenia, że samorząd nie ma pieniędzy, a po drugie nie potrzebuje takiego obiektu. Nie zmienia to faktu, że miasto powinno przynajmniej podjąć próbę, by przekonać instytucje państwowe bądź kościelne do zagospodarowania budynku po byłym klasztorze. 

Rozmowa z Markiem Spyrą, wiceprzewodniczącym Rady Powiatu z Lędzin, inicjatorem akcji zbierania podpisów. 

- Przeciwnicy zbierania podpisów twierdzili, że to akcja polityczna. 

- Z całą grupą osób, które zaangażowały się w tę akcję podjęliśmy decyzję, że nie będziemy publikować w mediach artykułów czy tekstów, firmowanych naszymi nazwiskami. Właśnie po to, by nie pojawiły się zarzuty, że próbujemy ugrać na tym jakiś interes polityczny.

- I potem pojawiły się zarzuty, ale odwrotne.

- Tak, potem te same osoby, które zarzucały działania polityczne, stwierdziły, że gdybyśmy od razu napisali, po co zbieramy podpisy, to może inaczej by się do tego odniosły. A to przecież czysta hipokryzja. Po pierwsze na każdej karcie z podpisami jednoznacznie zapisano, że naszym celem jest uratowanie publicznych funkcji tego budynku. Uważam, że zarzuty były po to, by zaatakować, a nie pomóc.

- I co dalej?

- Nic. Niestety mieliśmy za mało czasu. W dwa miesiące zebraliśmy w kliku parafiach ponad dwa tysiące podpisów. 99% osób było za tym, by budynek stał się przestrzenią publiczną. Nawet mieszkańcy sąsiednich miejscowości sami od siebie zbierali podpisy i pytali jak mogą nam pomóc.

- Dlaczego się nie udało?

- Niestety samorząd to nie instytucja prywatna i z dnia na dzień nie może samodzielnie podjąć decyzję o zakupie budynku za 1,5 miliona złotych. Gdyby była wola osób decyzyjnych, zapewne stałoby się to w miarę szybko. Ale tutaj mieliśmy sytuację, w której niestety część radnych wprost napisała, że ich to nie interesuje. Stąd też, najpierw planowaliśmy zebrać podpisy by pokazać, jakie są oczekiwania społeczne. I to się prawie udało, ale mieliśmy zbyt mało czasu. Bo chcieliśmy po przerwie wakacyjnej we wrześniu wystąpić z wnioskami do gminy, powiatu i innych instytucji państwowych. Okazało się jednak, że już zbyt późno, bo budynek został sprzedany.

- Jaki mieliście pomysł na ten budynek?

- Najpierw zabezpieczyć stan prawny. Bo pomimo faktu, iż budynek ma 120 lat, to nigdy żadne władze miejskie nie podjęły starań, by budynek został wpisany do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków. A brak tego wpisu pozwalałby teoretycznie nowemu właścicielowi na jego wyburzenie. Nie mając pewności, kto nabędzie ten budynek i jaki będzie zamiar nowego właściciela to było priorytetem. Dlatego, gdy udało nam się zebrać pierwszy tysiąc podpisów, pięcioosobową delegacją z przewodniczącą Rady Miejskiej umówiliśmy się na spotkanie z Wojewódzkim Konserwatorem Zabytków. Spotkanie było bardzo merytoryczne i usłyszeliśmy nawet w pewnym sensie przeprosiny względem społeczności lokalnej, że taki budynek w tym rejestrze jeszcze się nie znalazł. Działania WKZ trwają.

- A co z funkcją budynku? Co miałoby się w nim znaleźć Waszym zdaniem. 

- Najpierw warto przypomnieć, że budynek, w którym mieści się w Hołdunowie Dom Kultury znajduje się w byłym budynku parafialnym, w którym przez ponad 100 lat odprawiane były msze, i który de facto w części stanowił kościół ewangelicki. A dzisiaj jest tu Dom Kultury. W drugiej części miasta, w której klasztor się znajduje, mamy budynki wokół Placu Farskiego, ale ich komercyjne wykorzystanie było przez lata ograniczone pozyskanymi na ich budowę środkami unijnymi. A budynek ten już dzisiaj w dużej mierze użytkowany jest też komercyjnie. Można było w tej części rozwinąć ofertę gastronomiczną, a część kulturalną przenieść do budynku byłego klasztoru. Dzięki temu ta część Lędzin miałaby również swój Dom Kultury. Tak jest w Bieruniu i z powodzeniem funkcjonuje to od kilku dekad, bo zarówno Stary Bieruń i jak i Nowy Bieruń mają swój Dom Kultury. Tymczasem dla mieszkańców Górek, Goławca, czy Góreczki dojazd do Hołdunowa to tam i z powrotem 10-15 kilometrów. Mieszkańcy, młodzież szukają możliwości spędzania wolnego czasu i dodatkowej oferty kulturalnej, więc skoro w Bieruniu się to udaje, myślę, że u nas by się też udało.

- Co teraz? Bo budynek został sprzedany.

- Nie wiem. Przyświecała nam pewna idea, której nie udało nam się w pełni zrealizować, ale z pewnością życzymy nowym właścicielom, by udało im się zachować tą perełkę architektoniczną Lędzin w jak najlepszym stanie. Budynek wymaga sporych nakładów finansowych, a jego utrzymanie to spore, stałe obciążenie finansowe. Mamy jednak nadzieję, że nowy właściciel z pożytkiem i dla siebie, i dla naszej wspólnej przestrzeni publicznej zachowa tradycję tego miejsca - będzie ono dalej stanowiło ważne dziedzictwo historyczne naszej miejscowości. Budynek najprawdopodobniej zostanie wpisany do Wojewódzkiego Rejestru Zabytków. 


Podziel się
Oceń

Napisz komentarz
Komentarze
Luzeer 03.12.2023 14:23
Z tego co udało mi się ustalić, zgodę na sprzedaż wydała kuria i biskup. Działka 2500m² plus budynki, bliskie położenie Tychów, Bierunia, Myslowic i Katowic sprzedane za 1,6 mln? Mało! Bardzo malo! Zastanawia mnie tu jedno: dlaczego kuria nie zaproponowalą kupna gminie? Pytanie pozostawiam otwarte. Czyżby KK pogniewał się na tamtejszych wiernych, oprócz jednego..?!

PRZECZYTAJ
Reklama
Reklama
Reklama